Przytulanie

Mówią o mnie, że jestem taki milusi (to prawda), mięciusi (godziny spędzone na pielęgnacji futerka zaczynają procentować) i przytulaśny. Dwie pierwszy cechy są jak najbardziej prawdziwe, ale przytulać się nie lubię. Dlaczego człowieki ciągle do siebie lgną? Przecież robi się wtedy gorąco i niewygodnie, bo inna istota zabiera nam przestrzeń. Często jestem brany na ręce (o zgrozo!), za czym nie przepadam, i manifestuję to pełnym żalu miauknięciem oraz moją niepocieszoną miną (jak na zdjęciu poniżej):

 

Nie myślcie jednak, że jestem nieprzystępny! Zdarzają się lepsze dni – szczególnie po udanym polowaniu na kasztana czy wymianie żwirku w kuwetce – kiedy okazuję moim człowiekom odrobinę uczuć. Nie kończy się jednak na tym, że pozwolę się do siebie przytulic, o nie. Po prostu odprężam się, rozluźniam wszystkie mięśnie i wydaję odgłosy „purrrr purrrr”. Dzięki tej mowie ciała przekazuję swoją pozytywną energię. Wygląda to mniej więcej tak:

 

Gdybyście widzieli malujący się na pyszczkach moich ludziów zachwyt i zdziwienie! (a co w tym dziwnego, że się kot rozluźnił?). I tak siedzą i wzdychają nad moją urodą, a ja się napawam ich uwielbieniem.

Zaczęli mnie nazywać „Szmatek”. Co to właściwie znaczy szmatek? Jeszcze nie wiem czy to określenie mi się podoba. Podczas każdej wizyty towarzyskiej jestem w centrum zainteresowanie, bo wszyscy są ciekawi mojego sposobu na relaks. Może powinienem zorganizować warsztaty o tej tematyce? Mrrrrrr…. Pomyślę.

 

Mrau! Chester

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *